Okrągły Stół

Okrągły Stół pozwolił Polsce wyjść z dyktatury – bez ofiar, szubienic, plutonów egzekucyjnych...

Z pewnością kryła się też za Okrągłym Stołem słabość. Ludzie władzy byli już zbyt słabi, by opozycję demokratyczną zniszczyć, zaś ludzie opozycji solidarnościowej zbyt słabi, by władzę komunistyczną obalić.

(Adam Michnik, 4 kwiecień 2006)

 

Okrągły Stół stał się początkiem zjawisk, które trzeba ocenić jednoznacznie negatywnie.

Co prawda nie było tam żadnego tajnego spisku, lecz nastąpiła fraternizacja i początek pewnej polityki,
w ramach której za udział w komunistycznym systemie należą się przywileje.
Cała istota procesu społecznego po 1989 r. polegała na tym, że w walce o usytuowanie w zupełnie nowej strukturze społecznej, gospodarce rynkowej, ludzie z tamtego systemu mieli olbrzymią przewagę.

(Lech Kaczyński, 6 luty 2009)


Zobacz artykuł dot. politycznych realiów 1989 roku - Potrzebny odwrót od wszechwładzy!

zobacz stronę - wybory czerwcowe 1989 r.

Kościół przy Okrągłym Stole

Kościół przy Okrągłym Stole

Mija właśnie ćwierć wieku od zakończenia obrad, które otworzyły drogę do wyborów 4 czerwca 1989 roku. Komu naprawdę zawdzięczamy spokojne zakończenie dramatu stanu wojennego? Kto doprowadził do społecznej ugody?

Pierwsza reakcja Prymasa Polski Józefa Glempa i Episkopatu na stan wojenny z 13 grudnia 1981 roku była prosta i dla ludzi Kościoła zrozumiała: nie dopuścić do większego rozlewu krwi. Bardzo szybko, bo już 5 kwietnia 1982 roku, Kościół wystąpił z bardzo niewygodnym dla władzy postulatem: upomniał się o nową umowę (ugodę) społeczną połączoną z ponowną legalizacją Solidarności. Wystąpiła z nim Prymasowska Rada Społeczna (powołana w 1981 roku) w Tezach Prymasowskiej Rady Społecznej w sprawie ugody społecznej.

Prasa katolicka była wówczas zawieszona. Prymas Polski już 8 kwietnia rozesłał więc biskupom dokument Prymasowskiej Rady wraz z listem przewodnim. W diecezjach decydowano o sposobach i miejscach dyskusji nad Tezami, które wydrukowane zostały także w „Piśmie Okólnym” Episkopatu. Przez korespondentów prasy zagranicznej w Polsce dokument dotarł do mediów na zachodzie Europy. I tu pojawia się ciekawostka: Tezy były tak interesujące dla partii – tym słowem określano wówczas rządzącą niepodzielnie PZPR – że wydrukowała je w dużym nakładzie w swych wydawnictwach wewnętrznych.

Oferta odrzucona

„Na czyją rzecz działa Kościół, występując w sprawie internowanych działaczy Solidarności, przeciw stanowi wojennemu?” – grzmiał miesiąc później Kazimierz Barcikowski, członek Rady Państwa i kierownictwa partii komunistycznej, w czasie posiedzenia Komisji Wspólnej rządu i Episkopatu 5 maja 1982 roku.

Władze w tym czasie nie chciały dyskutować o porozumieniu narodowym. Uważały, że delegalizacja Solidarności i rządy silnej ręki stanu wojennego załatwiają im spokój rządzenia. Stanowisko Barcikowskiego było istotne, albowiem jego ówczesna pozycja we władzach państwa i partii była bardzo wysoka. W latach 1980-1989 należał do Biura Politycznego partii, faktycznej władzy w PRL. Skoro właśnie jego uczynił Wojciech Jaruzelski odpowiedzialnym za stosunki Kościół – rząd, to znaczy, że te stosunki były ważne dla rządów generała. I że wielkim autorytetem cieszył się Kościół.

Ks. Alojzy Orszulik SAC, ówczesny dyrektor Biura Prasowego Episkopatu Polski, reaguje na słowa Barcikowskiego:

„Jeżeli dojdą do władzy siły twardej ręki w partii, władza będzie działała w izolacji od społeczeństwa i Kościoła”.

To znaczyło, że bez poparcia społecznego żadne, nawet najmądrzejsze reformy nie mogły się udać. To była dla władzy wyraźna opozycja w ocenie sytuacji Kościoła i Solidarności. Jednak ta pierwsza propozycja wyjścia z kryzysu stanu wojennego drogą ugody i negocjacji została też źle przyjęta przez część opozycji. Co ciekawe – głównie przez tę część, która w 1989 roku ochotnie siadła do okrągłego stołu.

Działaczka KOR, pisarka Anka Kowalska, pisze wiersz „Zdrada”, a w liście otwartym do Prymasa Glempa zarzuca: „Tezy w istocie rzeczy usprawiedliwiają zbrodnię…”. Adam Michnik w paryskiej „Kulturze” (styczeń, 1984) publikuje „Grudniowe rekolekcje”, a w nich dla swojego środowiska nazywa Tezy „snem srebrnym Prymasa Polski o pojednaniu narodowym”. W artykule porównuje Prymasa Polski do kolaborującego z komunistami pisarza Jana Dobraczyńskiego.

Na łamach paryskiego „Kontaktu” w nr. 1 z 1983 roku Lesław Maleszka – zdemaskowany kilkanaście lat później jako współpracownik SB zaangażowany w niewyjaśnioną do dziś sprawę śmierci Stanisława Pyjasa – pod pseudonimem M. Liszkowski oskarża Prymasa o „naiwność, która poszerza skalę represji” (!). Środowisko „Kontaktu” było szczególnie infiltrowane przez Służbę Bezpieczeństwa w ramach operacji „Insekt” i w rezultacie, drogą mnożenia konfliktów, Służbie Bezpieczeństwa udało się je rozbić.

Także w nr. 13-14 z 1983 roku konspiracyjnego miesięcznika „Niepodległość” Jerzy Targalski – wtedy pod pseudonimem H. Pobożny – brutalnie zarzuca całemu Kościołowi poparcie dla komunistycznej normalizacji. Ten publicysta zapisał się w mojej pamięci jako osoba konfliktująca po wyjeździe w 1984 roku do Francji zarówno środowisko „Kontaktu”, jak i paryskiej „Kultury” oraz Radia Wolna Europa. W czasie premierostwa Jarosława Kaczyńskiego, jako członek zarządu Polskiego Radia w latach 2006-2009, swoimi działaniami doprowadził, według mojej oceny, do skonfliktowania z PiS nawet przychylnie nastawionych do tej partii pracowników publicznego radia.

Także wśród duchowieństwa Tezy nie wszędzie spotkały się ze zrozumieniem. Wyrazem tego były spotkanie kapłanów archidiecezji warszawskiej z Prymasem 7 grudnia 1982 roku, artykuł ks. Stanisława Małkowskiego w „Kontakcie” nr 3-4 z 1982 roku oraz list otwarty twórcy ruchu oazowego ks. Franciszka Blachnickiego z 2 czerwca 1982 roku, w którym ostro krytykował on nawoływanie do ugody i porozumienia. W atakowaniu Tez i Prymasa Polski celowała też paryska „Kultura”.

Ważna była spokojna i pozytywna reakcja na Tezy Tymczasowej Komisji Koordynacyjnej NSZZ Solidarność, która 22 kwietnia 1982 roku wydała oświadczenie o gotowości negocjacji z władzami na płaszczyźnie Tez.

Zwrot akcji

W marcu 1985 roku Michaił Gorbaczow zostaje sekretarzem generalnym partii komunistycznej w ZSRR i już 26 kwietnia jest w Warszawie na spotkaniu szefów partii bloku sowieckiego, przedłużającego istnienie Układu Warszawskiego. Nieoczekiwanie mówi, że „każda z bratnich partii samodzielnie określa swoją politykę”. Dla szefów partii komunistycznych musiał to być szok. Deklaracja zapowiadała w istocie odejście od tzw. doktryny Breżniewa, która umożliwiała interwencję wojskową ZSRR w krajach komunistycznych w przypadku odchodzenia przez nie od polityki Moskwy.

Do Sekretariatu Episkopatu Polski dociera informacja na temat tego spotkania. Ksiądz Prymas rozmawia z abp. Bronisławem Dąbrowskim, sekretarzem Episkopatu, który zleca mi – jak to sformułował – wywołanie w przestrzeni publicznej tematu porozumienia. Nie była to łatwa decyzja: upłynęło zaledwie kilka miesięcy od zamordowania ks. Jerzego Popiełuszki i trwał proces jego zabójców. Ale też władze znalazły się w trudnej sytuacji i były podatniejsze na rozmowy. Należało wykorzystać sytuację.

Napisałem artykuł „Do czego warto wracać” pod pretekstem czwartej rocznicy wydania Tez Prymasowskiej Rady. Zawiozłem go do Krakowa do red. Jerzego Turowicza, a „Tygodnik Powszechny” wydrukował artykuł 18 maja 1985 roku. Tego samego dnia w niszowym wówczas „Gościu Niedzielnym” ukazał się mój tekst „Dla dobra wspólnego”. Oba z podobną tezą: władza i opozycja powinny rozmawiać. Czy to jest możliwe?

Biskupi wykazali maksimum dobrej woli i pomocy, aby doprowadzić do rozmów,
ale zaufanie – szczególnie wobec komunistów – było ograniczone

W eter idzie seria audycji Radia Wolna Europa analizujących treści artykułów. Wystarczyło kilka rozmów z korespondentami prasy zagranicznej, którzy jednocześnie współpracowali z Wolną Europą, aby stacja dowiedziała się, że temat jest istotny. W „Polityce” Daniel Passent – czyli w gruncie rzeczy Mieczysław Rakowski – pisze tekst „Gołąbek” i sygnalizuje, że „ma ochotę pogruchać”. W czasie konferencji prasowej rzecznika rządu 27 maja pytanie o propozycję dialogu zadają dziennikarze „Życia Warszawy” i „Financial Times”, a Jerzy Urban deklaruje: „[…] skromny i niekonsekwentny, ale krok we właściwym kierunku”.

Dzień wcześniej, 26 maja, ks. Alojzy Orszulik w rozmowie z ministrem do spraw wyznań Adamem Łopatką mówi, że Episkopat nawołuje do „rzeczywistego dialogu” władz ze społeczeństwem i przywołuje komunikaty z konferencji plenarnych Episkopatu i artykuły Sławomira Siwka w „Tygodniku Powszechnym” i „Gościu Niedzielnym” oraz Edmunda Osmańczyka, znanego publicysty i polityka meandrującego między władzą a opozycją w „Tygodniku Powszechnym”, jako „idące po linii tych komunikatów”. Łopatka odpowiada: „Wy domagacie się, aby prowadzić rozmowy z Wałęsą, a to jest niemożliwe”.

Władze jeszcze nie bardzo wiedzą, czego chcą. W czasie rozmowy z gen. Czesławem Kiszczakiem, 14 czerwca, abp Bronisław Dąbrowski i ks. Alojzy Orszulik żądają usunięcia podsłuchów z Sekretariatu Episkopatu Polski. Ataki na różne aspekty działalności Kościoła nie ustają. Dla przykładu: w czasie obrad Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu 26 września 1985 roku dyrektor w Urzędzie ds. Wyznań Aleksander Merker mówi, że 4 września wysłał do Sekretariatu Episkopatu memoriał przytaczający fakty „wykorzystywania pielgrzymek do celów propagandy politycznej” i wręcza stronie kościelnej dwa albumy przygotowanych przez SB zdjęć z pielgrzymek na Jasną Górę z 14, 15 sierpnia i 1 września. Barcikowski mówi wprost: „Nie dziwcie się, że Służba Bezpieczeństwa na tym siada”.

W takiej zmiennej atmosferze, krok po kroku, przygotowywano „zastawę” do stołu – jeszcze nie nazywanego okrągłym.

Misja dobrych usług

Według notatki Jacka Ambroziaka – mojego kolegi z Sekretariatu Episkopatu i jednocześnie bliskiego współpracownika Tadeusza Mazowieckiego, a później sekretarza rozmów w Magdalence – 15 września 1986 roku warszawski KIK odrzuca propozycję delegowania osób do proponowanej przez władze Rady Konsultacyjnej, która była jednym z pomysłów partii na wciągnięcie opozycji do istniejących struktur, a przez to neutralizację ruchu solidarnościowego. Ani Kościół, ani Solidarność nie chciały utraty wiarygodności. Przede wszystkim liczyło się doprowadzenie do ponownej legalizacji Solidarności.

Tworzone są inne fakty: od 1985 roku regularnie spotyka się pod przewodnictwem prof. Stanisława Stommy Klub Myśli Politycznej „Dziekania” pomyślany jako szkoła przygotowująca polityków opozycji do udziału w rządzeniu krajem i jako pomost dla tych środowisk, które chcą wyjść z podziemia. Parasol nad Klubem rozpościera Prymas Polski. Przez Klub przechodzą Aleksander Hall, Jarosław Kaczyński, Marcin Król, Mirosław Dzielski i wielu innych znanych ludzi opozycji.

Rok wcześniej w klubie ujawnia się Antoni Macierewicz z grupą „Głos”. Przedstawia koncepcję porozumienia Solidarności, Kościoła i Ludowego Wojska Polskiego, czyli Wojciecha Jaruzelskiego. Publikując swoje stanowisko „Odbudowa państwa”, Macierewicz jest wówczas gotów siadać do rozmów z komunistami. Później jednak twierdzi, że był przeciwnikiem okrągłego stołu.

W styczniu 1987 roku gen. Wojciech Jaruzelski zostaje przyjęty w Watykanie przez Jana Pawła II. Gen. Czesław Kiszczak informuje 16 stycznia abp. Dąbrowskiego i ks. Orszulika, że premier był bardzo zadowolony z wizyty i należy w Polsce szukać „kompromisu historycznego”.

Następny sygnał ze strony władz, że trzeba wykorzystać „czas przemian” u naszego sąsiada (ZSRR), daje Kazimierz Barcikowski 30 czerwca 1987 roku, w czasie rozmowy z abp. Dąbrowskim, ks. Orszulikiem, w której uczestniczy też sekretarz KC PZPR Stanisław Ciosek. W warszawskim KIK dochodzi 11 lipca – za wiedzą gen. Jaruzelskiego – do rozmowy ważnego w partyjnej strukturze sekretarza KC PZPR Józefa Czyrka z prof. Andrzejem Stelmachowskim i Andrzejem Wielowieyskim. Kanał kontaktów zostaje udrożniony.

Przyśpieszenie następuje w 1988 roku. W nocy z 4 na 5 maja komandosi tłumią strajk w Nowej Hucie. Bez wątpienia rozkaz wydał Kiszczak, chociaż w rozmowie z ks. Orszulikiem i mec. Janem Olszewskim w obecności szefa SB Zbigniewa Pudysza mówi, że decyzje podjęło „kierownictwo”. W tej samej rozmowie gen. Kiszczak przyznaje, że ten jeden strajk mógł doprowadzić do rozpadu gospodarki. Godzi się jednocześnie na dalsze rozmowy i mediacje Kościoła. 21 lipca 1988 roku mec. Siła-Nowicki dostarcza Kiszczakowi poufny list Lecha Wałęsy ze zgodą na podjęcie kontaktów politycznych.

Ale sytuacja zaczyna się wymykać z rąk wszystkim – w sierpniu narasta fala strajków. 18 sierpnia prof. Stelmachowski dzwoni kilka razy do Czyrka, a ten oddzwania 19 sierpnia wieczorem. Wtedy prof. Stelmachowski po raz pierwszy przekroczył próg gmachu partii – rozmawiają o okrągłym stole. Czyrek przedstawia warunek gen. Jaruzelskiego: zakończyć strajki.

Profesor po licznych konsultacjach jedzie do Gdańska. Na odwołanie strajków w stoczni jest już za późno, ale komitet strajkowy godzi się na rozpoczęcie rozmów. Oświadczenie piszą prof. Stelmachowski i Jarosław Kaczyński. Później w negocjacjach w Magdalence aktywnie brał udział Lech Kaczyński.

26 sierpnia 1988 roku gen. Kiszczak publicznie używa nazwy „okrągły stół” i mówi o „szybkim” rozpoczęciu rozmów. Trwają liczne spotkania robocze, z jednej strony między abp. Dąbrowskim i ks. Orszulikiem, z drugiej – z gen. Kiszczakiem i Cioskiem oraz doradcami Solidarności. Zarówno władzy, jak i Solidarności, osobiście Lechowi Wałęsie, zależy, by przy stole siedział przedstawiciel Kościoła. Dlaczego? Bp Orszulik na zadane przeze mnie wprost – w lutym tego roku – pytanie odpowiedział krótko:

„Ani władza, ani Solidarność sobie nie ufały. Obecność przedstawicieli Kościoła stanowiła minimum gwarancji, że nie będzie oszustwa”.

Władze uważały, że delegalizacja Solidarności i rządy silnej ręki stanu wojennego załatwiają im spokój rządzenia. Ba! W czasie rozmów przygotowawczych 3 lutego 1989 roku ks. Orszulik i Tadeusz Mazowiecki słyszą od Cioska i niejakiego Andrzeja Gduli – prawej ręki Kiszczaka – że Kościół powinien poręczyć za Solidarność. „Kościół takiego poręczenia dać nie może” – odpowiada wtedy ks. Orszulik. Poręczenie to coś więcej niż obserwacja i mediacja. Poręczenie to wzięcie odpowiedzialności za to, co politycy zrobią z porozumieniem. Kościół otwierał zatrzaśnięte drzwi między władzą i społeczeństwem. Reszta zależała od polityków obu stron. Ostateczny skład strony społecznej przy stole ustalił i przedstawił Lech Wałęsa, w owym czasie niekwestionowany, nawet przez dzisiejszych adwersarzy, przywódca.

Abp Tadeusz Gocłowski oświadcza 27 stycznia 1989 roku w Magdalence, że nie będzie brał udziału w obradach okrągłego stołu. Był to dodatkowy sygnał, że Episkopat poręczenia nie da i ograniczy się do obserwacji ostatecznych obrad oraz zapadających decyzji na niższym niż biskupi poziomie. Przy stole wśród wielu innych znanych osób siedziało trzech obserwatorów kościelnych: ks. Bronisław Dembowski i ks. Alojzy Orszulik z Kościoła katolickiego oraz bp Janusz Narzyński, prezes Polskiej Rady Ekumenicznej, z Kościoła ewangelicko-augsburskiego.

Ciosek jeszcze 1 lutego proponuje, by przedstawiciele Kościoła uczestniczyli w obradach zespołów roboczych. Ks. Orszulik odpowiada, że musi mieć na to mandat przełożonych; 2 lutego Tadeusz Mazowiecki i Andrzej Stelmachowski piszą do abp. Dąbrowskiego prośbę o uczestnictwo przedstawicieli Kościoła w posiedzeniach zespołów. Biskupi diecezjalni dyskutują na ten temat 15 lutego, a 20 lutego abp Dąbrowski odpowiada:

„Biskupi […] gotowi są służyć radą i poparciem stronie społecznej biorącej udział w rozmowach.
Nie widzą jednak potrzeby, aby w posiedzeniu zespołów roboczych brali udział jako świadkowie przedstawiciele Kościoła”.

Biskupi wykazali maksimum dobrej woli i pomocy, aby doprowadzić do rozmów, ale zaufanie – szczególnie wobec komunistów – było ograniczone. Wciąż była żywa pamięć o śmierci ks. Jerzego Popiełuszki; w niewyjaśnionych okolicznościach zginęli w owym czasie księża Stefan Niedzielak i Stanisław Suchowolec, wciąż bezwzględne były służby specjalne i wciąż stacjonowały w Polsce wojska sowieckie. Postępowano więc zgodnie z linią wytyczoną przez Prymasa Tysiąclecia, kard. Stefana Wyszyńskiego.

Trafnie objaśnił ją jeden z obserwatorów przy okrągłym stole ks. Bronisław Dembowski. W książce „Sługa Boży Stefan Kardynał Wyszyński” napisał, że Kościół „jest również przykładem stałej postawy porozumienia z inaczej myślącymi, także przeciwnikami religii i Kościoła, zgodnie ze słowami Soboru Watykańskiego II”. To najlepiej wyjaśnia obecność Kościoła w całym procesie dochodzenia do okrągłego stołu. Po takiej samej drodze szli Prymas Glemp i cały Episkopat. W liście do biskupów załączonym do Tez Prymasowskiej Rady Prymas pisał m.in.: „Chcemy uzgodnić ideał takiej Ojczyzny, która jak matka wszystkich Polaków zorganizowana byłaby w państwowości praworządnej, sprawiedliwej, demokratycznej, tolerancyjnej, szanującej przeszłość i dorobek całej kultury”.

Wczoraj i jutro

W latach 80. społeczeństwo było niezmiernie zmęczone ciągłym konfliktem. Podziemna Solidarność słabła. Nikt nie był pewien, kiedy i jak komunizm upadnie i co będzie po nim. Komunizm upadł także w Jugosławii i w Rumunii, gdzie lała się krew. Doświadczenie roku 2014 na Ukrainie mówi, że i taki sposób obalania systemu jest możliwy. Ale czy była to dobra droga dla zaproponowania jej Polakom? Czy dzisiejsi krytycy okrągłego stołu wzięliby na siebie taką odpowiedzialność?

W polityce często łapie się okazje i uzyskuje tyle, ile w danym momencie można uzyskać. Splot różnych czynników powoduje, że to, co wczoraj wydawało się zwycięstwem – jutro jest niewystarczające i należy zrobić następny krok. Ale o tym wiemy jutro, a nie wczoraj. Śledziłem w owym czasie z bardzo bliska przygotowania i negocjacje zarówno w Magdalence, jak i przy okrągłym stole. Wszystko było dokładnie protokołowane. Całość dokumentacji obrazującej udział Kościoła w procesie dochodzenia do okrągłego stołu została wydana w 2006 roku przez Wydawnictwo „Obserwator” i Wydawnictwo Pallotynów.

Sekretariat Episkopatu odgrywał w tamtych czasach specjalną rolę, także polityczną,
negocjując z władzami sprawy Kościoła i społeczeństwa.

Były to twarde negocjacje, bez zażyłości. Zarówno ks. abp Bronisław Dąbrowski, jak i ks. Alojzy Orszulik zostali skierowani do pełnienia tej funkcji jeszcze przez Prymasa Wyszyńskiego – przy pełnym jego zaufaniu. Prymas Glemp ich pełnomocnictwa utrzymał.

Dziś okrągły stół jest oceniany różnie. Prof. Antoni Dudek w artykule „Kwadratura okrągłego stołu” („Wprost”, nr 6/2009) napisał: „Upadek dyktatury Jaruzelskiego nastąpił wbrew temu, co wynegocjowano przy okrągłym stole, ale jest też faktem, że podjęte decyzje okazały się katalizatorem zmian […]. Z tej kwadratury okrągłego stołu, który wspólnie stworzyli nam jego fanatyczni wyznawcy i równie zacietrzewienie krytycy, szybko nie uda nam się wybrnąć. Za dużo emocji, za mało zdrowego rozsądku. Ale jakie to polskie…”.

Co politycy po 1989 roku zrobili z tym częściowo zastawionym stołem – to inna historia.

Sławomir Siwek

Autor w latach 1981-1989 pracował w Biurze Prasowym Sekretariatu Episkopatu Polski, obecnie jest przewodniczącym Rady Fundacji „Solidarna Wieś”.

artykuł opublikowano w tygodniku „Idziemy” nr 14 (466) z 6 kwietnia 2014

idziemy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *